ROZMÓWCY: Ewa Płodzień-Pałasz, Małgorzata Gałązka-Sobotka, Mirosław Grewiński

Państwa Rada jest specyficzna, bo jej prace dedykowane są aż dwóm sektorom. Skąd pomysł na ich połączenie?
Ewa Płodzień-Pałasz: Opieka zdrowotna i pomoc społeczna to dwie dziedziny, które są całkiem różne na pierwszy rzut oka, ale w rzeczywistości przenikają się. Łączy je odbiorca, bo gdy się nad tym zastanowimy, prędzej czy później mamy z nimi obydwoma do czynienia w życiu. Dlatego w nowoczesnym projektowaniu kompleksowego systemu opieki mówi się o połączeniu tych sektorów – i to byłoby ideałem. Tak, żeby na przykład osoby niepełnosprawne nie musiały chodzić między jednym a drugim systemem (obecnie są dwie branże i dwa resorty). Proszę zauważyć, że beneficjentowi jest bez różnicy, z jakiej kasy idzie pomoc, ważne, żeby była ona efektywna. To dlatego działalność Rady jest dedykowana poprawie sytuacji w obu sektorach, a współpraca w jej obrębie jest trójstronna: sektor edukacji w zakresie ochrony zdrowia reprezentuje Małgorzata Gałązka-Sobotka z Uczelni Łazarskiego, prowadząca studia z zarządzania w ochronie zdrowia, która niedawno uruchomiła też pierwsze w Polsce prywatne studia lekarskie. Przedstawicielem edukacji w zakresie opieki społecznej jest Mirosław Grewiński, prorektor Uczelni Korczaka, specjalizującej się w kształceniu pracowników socjalnych. Ja reprezentuję organizację Pracodawcy RP, a w prace Rady dodatkowo włączeni są też przedstawiciele FZPOZ Porozumienie Zielonogórskie, skupiającego tysiące małych placówek medycznych.
Dwa sektory to podwójnie dużo wyzwań, z którymi Rada będzie się mierzyć. Jakie zidentyfikowali Państwo problemy, którymi należy zająć się w pierwszej kolejności?
E. Płodzień-Pałasz: Warto zwrócić uwagę, że nasza specyfika polega też na tym, że zajmujemy się nie tyle kwalifikacjami, co głównie kompetencjami społecznymi – zwłaszcza, że mówimy o zawodach w większości regulowanych. Ale też niektóre problemy obu sektorów są wspólne, na przykład bardzo szybkie i silne wypalenie zawodowe, bardzo duży stopień feminizacji (kobiety stanowią 54,7% lekarzy, 98,4% pielęgniarek, 90% pracowników socjalnych), albo zbyt wysoka średnia wieku pracowników: w wypadku pielęgniarek to 48 lat, a pracowników socjalnych – 45 lat. Niskie są też wynagrodzenia w tych zawodach w przeliczeniu na godzinę efektywnej pracy. Przedstawiciele obu sektorów są też bardzo często krytykowani – z tego prostego powodu, że do czynienia mamy z nimi wszyscy, a bardzo lubimy wymieniać się opiniami.
Małgorzata Gałązka-Sobotka: Podobnie jak w krajach zachodnich, w polskiej ochronie zdrowia najpoważniejszy problem to brak specjalistów: lekarzy i pielęgniarek. W całej Europie wyzwaniem jest starzejące się społeczeństwo, więc można mówić o tym, że popyt na zdrowie jest w zasadzie nieskończony, a podaż, pomimo rozwoju technologii, silnie uzależniona od czynnika ludzkiego. Z problemami kadrowymi możemy radzić sobie na dwa sposoby: albo zwiększać liczbę „białego personelu” – ale miejmy świadomość, że wykształcenie lekarza trwa minimum 11 lat – albo zastanowić się co zrobić, aby ułatwić pracę i zwiększyć efektywność tych, którzy już w tej branży pracują – i raczej to drugie rozwiązanie będzie leżało w polu naszych zainteresowań. Nie zmarginalizujemy jednak także problemu struktury kompetencji w zawodach, które już istnieją, a cechują się pewnymi deficytami w kompetencjach.
Mirosław Grewiński: Podobnie jest w systemie pomocy społecznej, zapotrzebowanie na zawody „społecznych pomagaczy” rośnie, a chętnych jest coraz mniej. I trudno się dziwić: niski prestiż zawodów, niskie uposażenie przy wysokich wymaganiach i trudnościach, z jakim trzeba się w takiej pracy mierzyć. A do tego brak promocji tych profesji jako zawodów przyszłości, którymi przecież są. Brakuje nam już w tej chwili kilkadziesiąt tysięcy ludzi, a pracownicy socjalni wyjeżdżają do Wielkiej Brytanii, Niemiec, Szwecji. Łatwo ich zrozumieć: tam na starcie zarabiają 3-4 razy więcej niż w Polsce.
Praca zarówno w ochronie zdrowia, jak i opiece społecznej wydaje się generalnie bardzo wymagająca.
E. Płodzień-Pałasz: To prawda i paradoksalnie widać, jak trudna jest to praca po wspomnianym stopniu feminizacji zawodów. Wymagają one poświęcenia, altruistycznego podejścia, wrodzonych tendencji do opiekowania się innymi –a to cechy typowo kobiece. Ale właśnie ze względu na te szczególne wymagania i trudne warunki pracy, powinny to być zawody bardzo dobrze opłacane. Są to przecież profesje bardzo pożądane i zapotrzebowanie na nie będzie coraz większe. Chcemy w ramach działalności Rady pokazać to, docenić te trudne zawody, zwiększyć szacunek do nich, prestiż społeczny, bo przecież one są kluczowe dla naszego życia.
Czy to prawda, że w tych konkretnych branżach kompetencje społeczne mogą mieć nawet większe znaczenie niż kwalifikacje? Co to oznacza?
M. Grewiński: W zakresie pomocy społecznej mamy tradycyjny system interwencji, a więc i tradycyjny system kształcenia. Potrzebujemy zmienić oba, tak żeby pasowały do nowych potrzeb społeczeństwa, z których w większości sami jeszcze nie zdajemy sobie sprawy, podobnie jak z konieczności kształcenia nowych kompetencji. W tej chwili jest kilka zawodów związanych z pomocą społeczną, w przyszłości będzie ich nawet kilkanaście, w tym nowe profesje opiekuńcze, środowiskowe. A niewątpliwie wszystkie zawody stricte społeczne wymagają przede wszystkim empatii, wspierającej obecności, miłej rozmowy, umiejętności towarzyszenia podopiecznym w różnych nastrojach. Czynności sanitarne i pielęgnacyjne są, owszem, powtarzalne, tymczasem wspólne przebywanie, współtowarzyszenie jest ciągłe, nieustanne – i pod tym względem kompetencje tzw. miękkie są ważniejsze w zawodach opiekuńczych niż formalne kwalifikacje.
M. Gałązka-Sobotka: Rozwój kompetencji to inwestycja w potencjał ludzki naszej branży, a tego potrzebujemy teraz najbardziej. Poza faktem, że ochrona zdrowia angażuje gigantyczny budżet: ponad 70 mld zł z NFZ i około 30 mld zł ze środków prywatnych, nie wolno nam zapominać, że jest to też sektor odpowiedzialny za jeden z najważniejszych kapitałów, pozostających w gestii społeczeństwa i jednostki, kapitał nie do przecenienia – zdrowia. A do powierzenia komuś tak cennej sprawy wymagamy nie tylko formalnego pozwolenia, ale też odpowiedniego podejścia. Postawy w opiece zdrowotnej są niezbędnym uzupełnieniem fachowej wiedzy i umiejętności. Dla wielu pacjentów empatia, troska i otwartość na pomoc działają jak placebo.
E. Płodzień-Pałasz: Oba sektory wymagają działań głównie na poziomie kompetencji, bo kwalifikacje techniczne zapewniają szkoły/uczelnie, które mamy na naprawdę dobrym poziomie. W podnoszeniu kompetencji ważne jest natomiast pokazanie człowieka, nacisk na naukę odpowiedniego wyczucia i podejścia. Przecież pielęgniarka, która zrobi z uśmiechem zastrzyk, nawet jeśli pozostanie po nim siniak, będzie wyżej ceniona niż taka, która technicznie wykona iniekcję perfekcyjnie, ale krzyczy i jest wiecznie niezadowolona. Kompetencje w zawodach, o których mówimy, to nie tylko umiejętności fizyczne, ale także jakość usługi, sposób jej realizowania. Stąd potrzeba superwizji pracy, która w Polsce pojawiła się dopiero niedawno i tylko w przypadku pracowników socjalnych. Inna sprawa to nacisk na rozwój kompetencji zarządczych w tych konkretnych sektorach. Mówi się często, że dobry manager nie musi znać się na dziedzinie pracy osób, którymi zarządza. Cóż, w naszym wypadku to się nie sprawdzi, opieką medyczną czy pomocą społeczną nie może zarządzać ktokolwiek, potrzebna jest tu empatia, a kompetencji społecznych i zarządczych nie da się w tym wypadku oddzielić.
Jakie najbliższe kroki przed Państwem?
M. Gałązka-Sobotka: Przed nami w pierwszej kolejności przegląd dobrych praktyk w Europie, w obszarach działania Rady. Mamy gdzie się uczyć i dużo już podpatrujemy, bo wizytujemy uczelnie amerykańskie, brytyjskie, skandynawskie. Wiemy, że ich studenci już od pierwszego roku ćwiczą praktykę na tzw. pacjentach standaryzowanych. Kształci się tam również w zawodach okołomedycznych: asystentów, sekretarki medyczne, opiekunów osób starszych itp. Ci specjaliści mają o wiele większe kompetencje niż u nas, mogą przeprowadzić np. wstępny wywiad medyczny, przejąć część dokumentacji. To cenne wyjście naprzeciw problemom przepracowanych lekarzy, odciążenie ich z formalności, czynności administracyjnych. Inaczej profiluje się też na Zachodzie kompetencje lekarzy medycyny rodzinnej, którzy mają szersze możliwości w zakresie polityki zdrowotnej. W każdym razie my musimy przede wszystkim przyjrzeć się, jak inni radzą sobie z problemami, które dla nas wszystkich są wspólne. Następnie sporządzimy mapę rzeczywistych potrzeb, m.in. na podstawie wywiadów z pracodawcami, z jednostkami kształcenia formalnego. I przygotujemy się do kształcenia nowych specjalistów. A trzeba jeszcze wziąć pod uwagę, w jak szczególnym momencie jesteśmy: przed głębokimi reformami dotyczącymi m.in. taryfikacji świadczeń, mapowania potrzeb czy profesjonalnego controllingu. Procesy te już dzisiaj ujawniają potrzebę rozwoju zupełnie nowych, nierozpowszechnionych dotychczas kompetencji.
M. Grewiński: Musimy przede wszystkim ukierunkować w spójny sposób działania Rady. Zdiagnozować naszą konkretną sytuację, ustalić fakty, na przykład taki, że obecnie mamy w dziedzinie pomocy społecznej kilka zawodów, a w niedalekiej przyszłości będzie ich potrzebnych kilkanaście, podobnie jak w ochronie zdrowia. Obecnie istniejące zawody wymagają regulacji, ale też ustalenia niezbędnych do ich wykonywania kwalifikacji, umiejętności i postaw. Będziemy dążyć do wypracowania ram kompetencji, a do tego niezbędna jest współpraca administracji, organizacji pozarządowych, biznesu, a także środowiska akademickiego. Naszą ambicją jest, aby członkowie Rady, wywodzący się z różnych podmiotów, różnych branż, mogli być w swoich środowiskach rzeczywistymi ambasadorami zmian, które postulujemy w ramach działalności Rady.
Kiedy możemy oczekiwać efektów działań Rady i na czym będą one polegać?
E. Płodzień-Pałasz: Ja nie wierzę w szybkie, spektakularne zmiany, uważam, że musi to potrwać latami. A to dlatego, że zmiany, których oczekujemy, są bardzo trudne do wprowadzenia, dotyczą zmiany ludzkich postaw, zauważenia w istniejącym systemie człowieka, nauczenia wyczucia, pewnej wrażliwości. A postaw nie da się zmienić ustawowo, stąd czeka nas żmudna praca u podstaw. W dodatku tym, co będzie ten proces utrudniało, jest fakt, że są to branże szczególnie czułe na zmiany polityczne: co rząd to zmienia się polityka, zmienia się podejście do opieki zdrowotnej i pomocy społecznej. Trzeba połączyć potrzeby pracodawców, edukacji i pracowników, a przecież w tym wszystkim kluczowy jest przede wszystkim człowiek – pacjent, o którym nie wolno zapomnieć.
M. Gałązka-Sobotka: Przed nami bardzo dużo pracy, ale wierzymy, że projekt Rady Sektorowej to niepowtarzalna okazja do stworzenia platformy dialogu na rzecz wzmocnienia kapitału ludzkiego w obu naszych sektorach. Przesłanką połączenia sektora ochrony zdrowia i pomocy społecznej była konieczność integrowania wielu działań i zadań, łączenie funkcji, które z racji podziałów resortowych realizowane są równolegle z ograniczoną efektywnością. Przenikanie wiedzy i kompetencji pomiędzy tymi obszarami uczyni system zabezpieczenia zdrowotnego i socjalnego znacznie sprawniejszymi i bardziej przyjaznymi dla pacjentów. Realizacja tego celu wymaga zmian w całym systemie kształcenia formalnego. Te z kolei wiążą się ze zmianami w Krajowych Ramach Kwalifikacji, co oznacza, że niezbędna jest współpraca z ministerstwami: Nauki i Szkolnictwa Wyższego, Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej z Ministerstwem Zdrowia. Założenia są ambitne, ale wierzę, że realne. Rada będzie nie tylko doradzać programowo uczelniom, ale będzie także wsparciem dla pracowników w budowaniu własnej kariery. Źródłem wiedzy na temat tego, co uznaje się w ich branży za kompetencje jutra i jak tworzyć unikatowe profile swoich kompetencji.
M. Grewiński: Będziemy zachęcać do nowej reformy pomocy społecznej, pytanie tylko do resortu Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, czy zechce przygotowane projekty wykorzystać. Potrzebujemy niewątpliwie nowej doktryny kształcenia dla zawodów „społecznych pomagaczy”, usankcjonowania opieki nieformalnej nad rodziną, bliskimi, sąsiadami, uruchomienia programów wsparcia dla opiekunów osób niesamodzielnych. Wiemy o licznych usługach, które z powodzeniem działają za granicą, np. „złap oddech”, czyli forma doraźnej pomocy dla osób opiekujących się bliskimi przez wiele lat, żeby mogły wyjechać choć raz w roku na krótki urlop. Wierzę też, że uda się osiągnąć utworzenie postulowanych od lat Lokalnych Centrów Usług Społecznych, które będą rozwijać i dostarczać spersonalizowane usługi, w tym usługi opiekuńcze i sanitarne. Przede wszystkim jednak wierzę, że dzięki Radzie uda nam się szybciej, jako społeczeństwu, uświadomić  własne potrzeby w kontekście systemów kształcenia służb społecznych do nowych wyzwań.
Dziękuję za rozmowę.